Weźmy dwa realne przykłady z jednego miasta. Pensjonat kilka minut od kopalni potrzebuje strony, która wczyta się na słabym zasięgu w centrum, pokaże zdjęcia pokoi w pierwszym ekranie, poda cenę i ma numer telefonu, w który da się kliknąć kciukiem bez celowania. Wszystko powyżej tego jest ozdobą. Klient nie przeczyta historii firmy, bo za dwadzieścia minut ma zejście do kopalni i szuka miejsca na noc. Liczy się szybkość, zdjęcia i jeden przycisk.
Firma budowlana albo wykończeniowa z Bochni ma odwrotny problem. Jej klient nie spieszy się wcale — buduje raz w życiu, ma odłożone pieniądze i boi się, że trafi źle. Taka strona musi udźwignąć ciężar dowodu: obszerną galerię realizacji z okolicy, opisane zakresy prac, informację o tym, jak wygląda współpraca i kiedy są wolne terminy. Formularz zapytania musi pytać o metraż i termin, bo bez tego i tak zadzwonisz po te informacje. Tu strona nie ma sprzedawać w trzydzieści sekund, tylko przekonać przez dwa tygodnie porównywania.
Trzecia grupa to gabinety, salony i usługi umawiane na termin. Dla nich najważniejszy jest cennik, którego większość konkurencji w Bochni nie podaje, oraz najkrótsza możliwa droga do umówienia wizyty. Jawna cena odsiewa telefony, których i tak nie chcesz odbierać.
Jest jeszcze rzecz, o której nie mówi się w ofertach agencyjnych, a która w Bochni ma znaczenie praktyczne: bardzo dużo firm rozdało dostępy do swojej strony i domeny i nie ma ich z powrotem. Zanim cokolwiek zbudujemy, sprawdzamy, kto jest właścicielem domeny i gdzie stoi hosting. Nowa strona na cudzej domenie to problem odłożony w czasie, a nie rozwiązany.
Strony budujemy tak, żeby były gotowe pod widoczność w wynikach lokalnych od pierwszego dnia — z osobnymi podstronami usług, treścią pisaną pod realny sposób szukania i miejscem na opinie. To nie jest dopłata do pakietu, tylko warunek, żeby strona miała po co istnieć.