Nowy Wiśnicz jest mały i to zmienia całą kalkulację. Nie ma sensu udawać, że jest inaczej ani sprzedawać tu rozwiązań zaprojektowanych dla miasta.
Dwie rzeczy kształtują tutejszy biznes. Pierwsza to zamek i związany z nim ruch turystyczny — niewielki w porównaniu z Wieliczką czy Bochnią, ale realny i sezonowy. Druga to położenie kilkanaście minut od Bochni, przez co spora część tutejszych firm obsługuje w praktyce cały powiat bocheński, a nie samo miasteczko.
Z tego wynika najważniejszy wniosek strategiczny: walka o frazę z samą nazwą miasteczka ma sens wyłącznie jako uzupełnienie. Wolumen jest tak mały, że nawet pierwsze miejsce nie zbuduje strumienia zapytań. Realny ruch przychodzi z fraz obejmujących Bochnię i okoliczne gminy oraz — przede wszystkim — z wizytówki Google, która w promieniu kilkunastu kilometrów działa mocniej niż jakakolwiek strona.
Sama strona ma tu więc inne zadanie niż w mieście. Ma być szybka, mieć klikalny numer, dobrze opisane usługi i wypisany zasięg dojazdu. Ma wspierać wizytówkę i domykać polecenia — bo osoba, która dostała Wasz numer od znajomego, i tak wpisze nazwę firmy w Google, żeby sprawdzić, z kim ma do czynienia. Jeśli nic nie znajdzie, część takich poleceń się nie domyka.
Czego zwykle nie trzeba: rozbudowanego serwisu, bloga, zaawansowanych funkcji. Prosta, dobrze zrobiona strona plus porządna wizytówka załatwiają w tej skali większość potrzeb i kosztują ułamek tego, co proponuje się w mieście. Jeśli po rozmowie uznamy, że u Was wystarczy właśnie tyle, powiemy to zamiast sprzedawać większy zakres — tym bardziej że prawdopodobnie spotkamy się jeszcze nie raz.