Zacznijmy od tego, co widać w wynikach wyszukiwania, bo to najlepszy opis stanu rynku. Dla fraz z nazwą Myślenic w czołówce pojawiają się katalogi firm, portale i wpisy blogowe z cudzych stron — a nie strony usługowe lokalnych firm. To znaczy, że pole nie zostało zajęte i że wejście na nie jest tańsze, niż większość przedsiębiorców zakłada.
Pierwsza konsekwencja położenia to sezonowość. Część firm z Myślenic zarabia większość rocznego przychodu w kilku miesiącach — i mimo to prowadzi marketing równo przez dwanaście miesięcy. To jest najczęstszy błąd, jaki tu widzimy. Budżet reklamowy powinien rosnąć przed sezonem i przed weekendami, a nie płynąć stałą kwotą, która w lutym idzie w próżnię, a w szczycie się kończy.
Druga to Kraków. Klient z Myślenic ma niecałą godzinę do miasta i pojedzie tam bez wahania, jeśli lokalnie nie znajdzie nic sensownego w Google. To zapytanie po prostu wyjeżdża z powiatu i nikt tego nie zauważa, bo nie ma jak zauważyć czegoś, co się nie wydarzyło. Firma widoczna lokalnie przechwytuje je, zanim to nastąpi — i to jest w takim mieście najbardziej policzalny efekt lokalnego SEO.
Trzecia rzecz dotyczy tego, jak wygląda dziś marketing typowej firmy stąd: strona zrobiona lata temu, Facebook prowadzony nieregularnie i wizytówka Google, której nie prowadzi nikt. Każdy element osobno, na ułamek możliwości. Zaczynamy od ustalenia, co realnie przynosi dziś zapytania, i dopiero potem mówimy, co warto wzmocnić, a co odpuścić.
Do Myślenic mamy z Nowego Wiśnicza mniej więcej godzinę. Pracujemy tu w modelu mieszanym — spotkanie startowe na miejscu, resztę zdalnie, i mówimy o tym wprost zamiast udawać firmę z Myślenic.