Zacznijmy od najczęstszego nieporozumienia w rozmowie z agencją.
Standardowy raport pokazuje wzrost ruchu w procentach. Na małym rynku to miara oderwana od rzeczywistości: wzrost z ośmiu wejść na dwanaście to „plus pięćdziesiąt procent" i kompletnie nic nie znaczy, a jednocześnie może oznaczać dwóch nowych klientów, co w tej skali jest bardzo dużo. Wniosek jest prosty: umawiajmy się na liczbę zapytań i telefonów, a nie na procenty. Jeśli ktoś proponuje Ci rozliczenie ze wzrostu ruchu przy takim rynku, sprzedaje wskaźnik, nie efekt.
Druga rzecz to geografia zapytań. Powiat dąbrowski to miasto i kilka gmin, a zaraz obok granica z Podkarpaciem. Ludzie wpisują nazwę własnej miejscowości: Szczucin, Olesno, Radgoszcz, Gręboszów, Bolesław, Mędrzechów. Każda z tych fraz ma niewielki wolumen i praktycznie zerową konkurencję, a razem tworzą sensowny strumień. Dlatego zamiast walczyć o jedną frazę z nazwą powiatu, budujemy widoczność na kilkunastu frazach gminnych naraz — jedną stroną z porządnie opisanym zasięgiem, a nie osobnym landingiem na każdą wieś. Osobne strony dla miejscowości bez treści to dokładnie to, co Google traktuje jak spam.
Trzecia rzecz i najważniejsza: wizytówka Google. Na tym rynku to ona jest głównym narzędziem, a nie dodatkiem do strony. Uzupełnione kategorie, godziny, zdjęcia i regularnie zbierane opinie robią więcej niż jakiekolwiek działania na samej stronie. Opinia od sąsiada z tej samej gminy ma tu wagę, jakiej nie kupi się żadnym budżetem reklamowym.
Czwarta rzecz to tempo. Przy tak małej konkurencji pierwsze efekty widać zwykle szybciej niż w mieście — ale nadal mówimy o tygodniach i miesiącach, nie o dniach.