Sklep internetowy dla firmy z Nowego Sącza pojawia się zwykle w jednym z trzech kontekstów i każdy wymaga czegoś innego.
Pierwszy i najczęstszy: migracja albo naprawa istniejącego sklepu. Sklep sprzedaje, ale ładuje się wolno, wersja mobilna jest niedopracowana, kategorie nie rankują w Google, a stany magazynowe aktualizuje ktoś ręcznie. Każda z tych rzeczy kosztuje realne pieniądze — porzucone koszyki, brak ruchu z wyszukiwarki, godziny pracy. Przed wyceną sprawdzamy, czy taniej naprawić, czy przenieść, i mówimy uczciwie.
Drugi: producent wchodzący w sprzedaż bezpośrednią. Sądecczyzna ma mocne zaplecze produkcyjne, a marża w sprzedaży bezpośredniej jest nieporównywalnie wyższa niż w kanale dystrybucyjnym. Wymaga to jednak zaplanowania, żeby nie wejść w konflikt z własnymi partnerami handlowymi — zwykle przez politykę cenową i podział asortymentu.
Trzeci: sprzedaż B2B przez internet. Ceny po zalogowaniu, rabaty przypisane do kontrahenta, ponowienie poprzedniego zamówienia jednym kliknięciem, odroczona płatność. To nie jest sklep detaliczny z inną skórką, tylko system zamówieniowy — a największa oszczędność nie leży w nowej sprzedaży, tylko w czasie działu handlowego.
Technicznie: nie stawiamy sklepów na gotowych platformach — piszemy je od zera, na naszym autorskim systemie, i uruchamiamy na własnym serwerze. Przy mniejszym katalogu i standardowej sprzedaży wystarcza sklep na start. Sklep dedykowany budujemy przy dużym katalogu, nietypowej logice cenowej albo integracji z systemem magazynowym.
I zasada, którą powtarzamy każdemu: sam sklep nie generuje sprzedaży. Musi mieć skąd wziąć ruch — reklamy, SEO kategorii albo istniejącą bazę klientów. Przy migracji istniejącego sklepu ten problem zwykle nie występuje, bo ruch już jest; przy budowie od zera trzeba go zaplanować i sfinansować.