Zacznijmy od firm, dla których fraza lokalna jest właściwa.
Usługi dla mieszkańców, motoryzacja, zdrowie, gastronomia, budownictwo — tutaj klient rzeczywiście szuka wykonawcy w pobliżu i wpisuje nazwę miasta albo gminy. Konkurencja w Gorlicach jest umiarkowana: więcej niż w Proszowicach, znacznie mniej niż w Krakowie. Wizytówka Google z kompletem informacji i opiniami, strona, która ładuje się szybko na telefonie, i kilka konkretnych podstron usługowych wystarczają, żeby być widocznym. To jest praca na miesiące, nie na lata.
Teraz przypadek turystyczny, bo tu popełnia się najwięcej pieniędzy. Gość, który planuje wyjazd, nie wpisuje nazwy miasta powiatowego. Wpisuje nazwę regionu, pasma, szlaku albo miejscowości uzdrowiskowej. Pozycjonowanie takiego obiektu na frazę z nazwą Gorlic daje ruch, który nie konwertuje, bo to nie jest ruch osoby szukającej noclegu. Właściwa praca to treść wokół regionu, konkretnych atrakcji i tras oraz obecność w mapach — a nie walka o frazę miejską.
Trzeci przypadek to firma sprzedająca w całej Polsce. Tu lokalne SEO jest po prostu nie tą usługą. Fraza z nazwą miasta nie ma wolumenu odpowiadającego skali sprzedaży, a pieniądze wydane na nią nie wracają. Właściwe są frazy produktowe i branżowe. Mówimy to klientom, także wtedy, gdy oznacza to mniejsze zlecenie dla nas.
Czwarta rzecz, wspólna dla wszystkich: powiat gorlicki to nie tylko Gorlice. Bobowa, Biecz, Sękowa, Uście Gorlickie, Ropa, Łużna, Lipinki — to nazwy, które ludzie realnie wpisują. Obsługujemy je jedną porządnie napisaną stroną, a nie kilkunastoma landingami z podmienioną nazwą, bo ta druga metoda kończy się karą, nie ruchem.