Zacznijmy od tego, co widać w wynikach wyszukiwania, bo to najlepszy opis stanu rynku. Frazy z nazwą Niepołomic obsługują niemal wyłącznie firmy spoza miasta, generujące podstrony dla setek miejscowości naraz. Jedna z nich ma dwa różne adresy pod praktycznie tę samą frazę i skutecznie psuje sobie tym własne wyniki. Poza jednym realnym konkurentem z Bochni nikt nie zajął tego miejsca porządnie.
Dla firmy z Niepołomic ma to konkretne przełożenie: pole jest otwarte, ale trzeba wiedzieć, o które pole się gra.
Firma ze strefy sprzedaje w B2B i jej klient nie wpisuje w Google „dostawca z Niepołomic”. Wpisuje nazwę produktu, parametr, normę. Lokalne SEO ma tu znaczenie drugorzędne — liczy się widoczność na frazy branżowe, strona, która przechodzi weryfikację działu zakupów, i sprawna obsługa zapytania ofertowego. Marketing takiej firmy to często kwestia trzech rzeczy: katalogu do pobrania, wersji angielskiej i formularza, który zbiera od razu komplet danych do wyceny.
Firma żyjąca z ruchu turystycznego gra o coś przeciwnego. Jej klient jest w Niepołomicach na kilka godzin, decyduje w kilkanaście sekund, stojąc przed zamkiem z telefonem w ręku. Dla niej wizytówka Google jest ważniejsza od strony, a szybkość ładowania ważniejsza od wszystkiego innego. Do tego dochodzi wyraźna sezonowość — budżet reklamowy powinien rosnąć przed weekendem i przed sezonem, a nie płynąć równo przez dwanaście miesięcy.
Nasza robota polega na rozpoznaniu, do której grupy należycie — a czasem na rozdzieleniu obu, bo część firm obsługuje jedno i drugie. Zaczynamy od pytania, skąd realnie przychodzą dziś zapytania, i dopiero potem mówimy, co warto wzmocnić.
Do Niepołomic mamy około trzydziestu kilometrów z bazy w Nowym Wiśniczu — jakieś trzydzieści pięć minut. Na spotkanie dojeżdżamy bez problemu.