Rozłóżmy oba scenariusze, bo prowadzą do różnych stron i różnych wycen.
Dla firmy B2B ze Skawiny lokalne SEO ma ograniczone znaczenie i nie będziemy udawać inaczej. Wasz klient nie szuka „dostawcy ze Skawiny” — szuka konkretnego produktu, parametru albo normy. Strona ma więc przejść weryfikację działu zakupów: konkretne specyfikacje zamiast ogólników, katalog albo karty produktów do pobrania, informacja o mocach przerobowych i minimalnych zamówieniach, certyfikaty, często wersja angielska. Formularz „napisz do nas” jest za słaby; potrzebny jest taki, który od razu zbiera dane do wyceny — co, ile, na kiedy. Bez tego każde zapytanie oznacza kilka maili wymiany, zanim ktokolwiek zacznie liczyć.
Dla firmy usługowej sytuacja jest odwrotna i trudniejsza. Klient indywidualny ze Skawiny ma kilkanaście minut do Krakowa i pojedzie tam bez wahania, jeśli lokalnie nie znajdzie nic sensownego w Google. To zapytanie po prostu wyjeżdża z miasta. Wygrywa się to widocznością lokalną: kompletną wizytówką Google, opiniami i stroną z konkretnym cennikiem, która wytrzyma porównanie z krakowską firmą otwartą w sąsiedniej karcie przeglądarki. Jeśli tamta podaje ceny, a Wasza nie, przegrywacie zanim ktokolwiek napisze.
Niezależnie od scenariusza obowiązuje zasada, która robi największą różnicę: osobna podstrona na każdą usługę. Strona z listą dziesięciu usług nie wypozycjonuje się na żadną z nich.
Kodujemy od zera, bez gotowych szablonów, a strona stoi na naszym serwerze — kod jest Wasz. I rzecz, którą trzeba powiedzieć wprost: Skawina jest dla nas dalej niż większość obsługiwanych miast — mamy stąd ponad godzinę. Pracujemy tu głównie zdalnie i mówimy o tym otwarcie, zamiast obiecywać spotkania co tydzień. Przy stronie internetowej cała praca i tak odbywa się zdalnie, także w agencjach krakowskich.