Zacznijmy od tego, co realnie działa, bo to jest cała treść tej strony.
Po pierwsze: dzielnice zamiast miasta. „Fryzjer Podgórze”, „mechanik Nowa Huta”, „gabinet Krowodrza”, „hydraulik Bronowice” — to są frazy, o które nikt poważnie nie walczy, a które przyprowadzają klienta gotowego przyjść jutro. Kraków jest za duży, żeby ktokolwiek szukał usługi „w Krakowie”; ludzie szukają w swojej okolicy, bo nie będą jechać przez całe miasto do fryzjera. Firma, która to rozumie, konkuruje z kilkoma sąsiadami, a nie z całym rynkiem.
Po drugie: nisza zamiast ogólnika. Fraza „prawnik Kraków” jest nie do wygrania. „Prawnik od spraw spadkowych Kraków” — jak najbardziej. Im węższa specjalizacja, tym mniejsza konkurencja i tym wyższa intencja osoby, która wpisuje. To działa w każdej branży, w której da się zawęzić: medycyna, usługi, budowlanka, doradztwo.
Po trzecie: mapy Google. W wynikach lokalnych liczy się fizyczna odległość użytkownika od firmy, na którą moc domeny nie ma wpływu. Mała firma z kompletną wizytówką i systematycznie zbieranymi opiniami wygrywa w swojej okolicy z dużym graczem z drugiego końca miasta. To jest jedyne miejsce, gdzie budżet konkurencji przestaje mieć znaczenie.
Po czwarte, i to jest przewaga po naszej stronie: koszty. Pracujemy spod Bochni, nie z biura na Kazimierzu. Ta sama robota kosztuje mniej, bo nie doliczamy do niej krakowskiego czynszu. Nie jest to argument merytoryczny, ale jest uczciwy i dla części firm decydujący.
Czego nie robimy w Krakowie: nie bierzemy zleceń na walkę o najbardziej konkurencyjne frazy przy budżecie, przy którym nie ma szans dowieźć. Nie prowadzimy kampanii brandingowych za sto tysięcy — to nie jest nasza działka i nie będziemy udawać, że jest. Jeśli prowadzisz firmę, która ma zdobywać klientów z Krakowa konkretnymi, mierzalnymi kanałami, to jest dokładnie to, co robimy.
Do Krakowa mamy około pięćdziesięciu kilometrów, czyli niecałą godzinę. Na spotkanie dojeżdżamy, choć większość projektów prowadzimy zdalnie i mówimy o tym wprost.