Rozdzielmy więc te dwa światy, bo mieszanie ich jest tu najczęstszym błędem.
Pierwszy świat to firmy przemysłowe i kooperanci. Ich klient wpisuje nazwę wyrobu, parametr, materiał albo proces technologiczny. Nazwa miasta nie pojawia się w zapytaniu w ogóle. Właściwa praca to osobne podstrony na typy wyrobów i usług, opisane językiem branży, z parametrami i zastosowaniami. Wolumen takich fraz bywa niewielki, ale trafia dokładnie w osobę, która ma budżet i zadanie do wykonania. Frazy z nazwą miasta zostawiamy tu na boku i mówimy o tym wprost, choć oznacza to mniejsze zlecenie.
Drugi świat to firmy usługowe pracujące dla mieszkańców Oświęcimia i gmin powiatu: Kęty, Andrychów, Brzeszcze, Chełmek, Zator, Osiek, Polanka Wielka. Tu klasyczne lokalne SEO działa normalnie i jest sporo miejsca, bo konkurencja jest umiarkowana. Obsługujemy te frazy jedną porządną stroną z realnie opisanym zasięgiem, a nie osobnym landingiem na każdą gminę — kilkanaście prawie identycznych podstron to doorway pages i ryzyko obniżenia oceny całej witryny.
Trzeci obszar to kierunek śląski. Oświęcim jest blisko granicy województw, a spory kawałek rynku leży po drugiej stronie: Pszczyna, Bieruń, Tychy, Jaworzno. Większość materiałów SEO przygotowywanych dla firm małopolskich kompletnie ten kierunek ignoruje, bo myśli kategoriami województwa. Klient myśli kategoriami czasu dojazdu. To realna, niewykorzystana luka.
Czwarty obszar to wielojęzyczność. Firmy obsługujące gości z zagranicy powinny mieć wersję obcojęzyczną w indeksie, a nie tylko tłumaczenie w przeglądarce. Bez tego zapytania w innym języku nigdy nie trafią na Waszą stronę, choćby polska wersja stała wysoko.
I uwaga o tempie: frazy gminne ruszają zwykle szybciej niż miejskie, a frazy produktowe B2B najwolniej — za to raz zdobyte trzymają się długo, bo konkurencja rzadko tam pracuje.