Kampania dla firmy z Wieliczki wymaga trzech decyzji i każda dotyczy pieniędzy.
Pierwsza to geografia. Domyślne i intuicyjne ustawienia wciągają Kraków, co podnosi koszt kliknięcia i obniża jakość ruchu. Dla firmy usługowej obsługującej mieszkańców sensowny obszar to zwykle Wieliczka plus gmina i sąsiednie miejscowości, bez centrum Krakowa. Wyjątkiem są firmy, które faktycznie obsługują Kraków i mają na to zasoby — ale wtedy to świadoma decyzja i inny budżet, a nie skutek uboczny ustawienia promienia.
Druga to podział na dwa rynki. Kampania turystyczna i kampania dla mieszkańców nie mogą działać w jednej strukturze, bo mają inne frazy, inne pory wyświetlania, inne języki i inną sezonowość. Kampania turystyczna powinna działać mocniej w godzinach zwiedzania i w sezonie; kampania dla mieszkańców — wieczorami i przez cały rok. Wrzucenie ich do jednego worka oznacza, że budżet płynie tam, gdzie jest więcej kliknięć, a niekoniecznie tam, gdzie są zapytania.
Trzecia to wykluczenia. W kampaniach lokalnych połowa roboty polega na tym, żeby nie pokazywać reklamy: osobom szukającym pracy, biletów do kopalni zamiast Waszej usługi, darmowych porad albo informacji turystycznych. W Wieliczce ten problem jest większy niż gdzie indziej, bo bardzo dużo zapytań z nazwą miasta dotyczy kopalni, a nie firm. Bez systematycznych wykluczeń część budżetu ucieka na kliknięcia, które nigdy nie zamienią się w klienta.
Do tego dochodzi rzecz, której nie da się nadrobić ustawieniami: strona docelowa. Reklama prowadząca na stronę główną traci większość ruchu. Klient kliknął w konkretną usługę i musi ją zobaczyć od razu, razem z ceną albo widełkami i formularzem w zasięgu wzroku.
I zasada podstawowa: mierzymy zapytania, nie kliknięcia. Bez skonfigurowanego śledzenia konwersji optymalizacja jest zgadywaniem.