Trzy rzeczy decydują o tym, po której stronie tej granicy wyląduje Wasza kampania.
Pierwsza to zawężenie. W Krakowie nie da się reklamować „szeroko” przy budżecie małej firmy — to najpewniejszy sposób na przepalenie pieniędzy. Zawęża się na trzy sposoby: geograficznie (dzielnice i promień zamiast całego miasta), frazowo (konkretna usługa zamiast kategorii) i czasowo (godziny, w których ludzie realnie wysyłają zapytania). Kampania obejmująca cały Kraków, wszystkie warianty frazy i dwadzieścia cztery godziny na dobę wygląda imponująco w panelu i nie przynosi nic.
Druga to wykluczenia. Przy dużym rynku rośnie liczba zapytań przypadkowych — osoby szukające pracy, informacji, darmowych porad, części zamiast usługi, konkurenci sprawdzający reklamy. Wykluczenia to nie jest jednorazowa czynność przy uruchomieniu, tylko cotygodniowa praca. W Krakowie to jest różnica między kampanią rentowną a nierentowną.
Trzecia to strona docelowa. Kierowanie płatnego ruchu na stronę główną to najdroższy błąd, jaki można popełnić — i najczęstszy. Klient kliknął w reklamę konkretnej usługi i musi ją zobaczyć natychmiast, z widełkami cenowymi i formularzem w zasięgu wzroku. Przy krakowskich stawkach za kliknięcie każdy procent konwersji ma bezpośrednie przełożenie na to, czy kampania się spina.
Jest też sytuacja, w której mówimy „nie zaczynajcie”. Jeśli w Waszej kategorii kliknięcie kosztuje tyle, że przy realnej konwersji i marży rachunek nie wychodzi, sensowniej jest wydać te pieniądze na SEO albo social media. Sprawdzamy to przed uruchomieniem, licząc na konkretnych liczbach, a nie po trzech miesiącach palenia budżetu.
I zasada podstawowa, ta sama co wszędzie: mierzymy zapytania, nie kliknięcia. Bez skonfigurowanego śledzenia konwersji — wysłanych formularzy, kliknięć w numer telefonu — optymalizacja jest zgadywaniem, a raport pokazuje liczby, które ładnie wyglądają i nic nie znaczą.