Zacznijmy od tego, co w Wieliczce działa naprawdę dobrze.
Treść wizualna związana z miastem ma tu naturalny zasięg — i nie chodzi o zdjęcia kopalni, bo tych jest w internecie nieskończoność. Chodzi o pokazanie własnej perspektywy: co dzieje się w lokalu w sezonie, jak wygląda praca, co poleca się gościom z zagranicy, jak zmienia się miasto poza szczytem. To buduje rozpoznawalność u mieszkańców i jednocześnie bywa udostępniane dalej.
Druga rzecz to reklamy i tu jest największa przewaga Wieliczki. Kraków leży dwadzieścia minut stąd, więc reklamę można targetować na mieszkańców Krakowa szukających czegoś na weekend — z zasięgiem obejmującym setki tysięcy osób i kosztem, który dla lokalnej firmy jest do udźwignięcia. Dla gastronomii, atrakcji i miejsc na wydarzenia to jest kanał, który potrafi wypełnić weekendy. Odwrotnie niż w Google Ads, gdzie Kraków w promieniu podnosi koszty — tutaj Kraków w targetowaniu jest atutem.
Trzecia to obsługa mieszkańców. Wieliczka funkcjonuje w dużej mierze jako sypialnia Krakowa, więc ludzie wracają wieczorem i wtedy planują: fryzjer, remont, kolacja, zakupy. Post opublikowany o siedemnastej trafia w zupełnie inny moment niż ten o dziesiątej rano.
Czego nie robimy: nie prowadzimy wszystkich platform naraz. Dla gastronomii i turystyki podstawą jest Instagram plus Facebook, bo produkt jest wizualny. Dla usług lokalnych sam Facebook zwykle wystarcza. TikTok tylko wtedy, gdy jest kto ma nagrywać regularnie — pojedyncze wrzutki nic tam nie dają. Nie kupujemy też obserwujących: konto z pięcioma tysiącami przypadkowych kont sprzedaje mniej niż z pięciuset osobami z Wieliczki i okolic.