Rozbijmy to na dwie ścieżki, bo w tym mieście naprawdę są dwie.
Kampania lokalna obsługuje firmy usługowe, gastronomię, noclegi i handel. Kliknięcia są tanie, bo o te same frazy nie licytuje się dwudziestu reklamodawców jak w Krakowie. Kluczowe jest ustawienie promienia pod realny zasięg obsługi — domyślne ustawienia Google potrafią rozlać kampanię na całe województwo i wtedy płacisz za kliknięcia osób, do których nigdy nie dojedziesz. Dla większości firm z Niepołomic sensowny obszar to miasto plus gmina, czasem z rozszerzeniem na wschodnie dzielnice Krakowa i Wieliczkę.
Przy turystyce dochodzi sezonowość i to jest rzecz, na której najwięcej się traci. Ruch przy zamku i w Puszczy jest weekendowy i sezonowy. Budżet reklamowy rozłożony równo przez dwanaście miesięcy oznacza, że w szczycie brakuje pieniędzy wtedy, kiedy klienci są, a w lutym idą one w próżnię. Planujemy to świadomie, z harmonogramem, a nie na zasadzie stałej kwoty miesięcznej.
Kampania B2B wygląda inaczej od pierwszego kroku. Nie ma tu targetowania na promień, bo klient może być w Poznaniu albo w Niemczech. Są za to frazy branżowe, które bywają drogie, i bardzo długi cykl decyzyjny — od kliknięcia do zamówienia mijają czasem miesiące. Dlatego przy B2B nie mierzy się skuteczności tygodniowo, tylko śledzi zapytania ofertowe i traktuje kampanię jako jedno ze źródeł leadów, a nie automat do sprzedaży.
W obu przypadkach obowiązuje ta sama zasada: mierzymy zapytania, nie kliknięcia. Bez skonfigurowanego śledzenia konwersji — wysłanych formularzy, kliknięć w numer — optymalizacja jest zgadywaniem, a raport pokazuje liczby, które ładnie wyglądają i nic nie znaczą.
I rzecz ostatnia, najczęściej pomijana: dokąd prowadzi reklama. Kierowanie ruchu na stronę główną to najdroższy błąd w Google Ads. Reklama konkretnej usługi musi prowadzić na stronę o tej usłudze, z widełkami i formularzem w zasięgu wzroku.