Rozbijmy to na konkretne zastosowania, bo w Wieliczce różnią się one od typowych.
Pierwsze i najbardziej oczywiste: wielojęzyczna obsługa powtarzalnych pytań. Firma turystyczna albo gastronomiczna dostaje dziesiątki wiadomości dziennie z tym samym zestawem pytań, w kilku językach, o różnych porach. Zatrudnienie kogoś do odpowiadania po niemiecku o dwudziestej drugiej nie ma ekonomicznego sensu. Agent nauczony Waszej oferty ma. Ważne, żeby granica była ustawiona jasno: pytania nietypowe, reklamacje i sprawy wymagające decyzji idą do człowieka. Agent, który zmyśli informację o dostępności albo cenie, kosztuje więcej, niż oszczędza.
Drugie: obsługa rezerwacji i zapytań przed przyjazdem. Agent zbiera podstawy — termin, liczba osób, preferencje, pytania specjalne — i podaje Wam komplet zamiast dziesięciu wiadomości tam i z powrotem. Przy obsłudze gości zagranicznych, gdzie każda wymiana wiadomości trwa dobę z powodu stref czasowych, to skraca cały proces z tygodnia do dnia.
Trzecie: treści. Opisy oferty w kilku językach, posty, odpowiedzi na opinie. Generowane w Waszym stylu i podawane do akceptacji — nie publikowane w ciemno. Odpowiadanie na opinie w Google jest tu osobnym przypadkiem: robi się to systematycznie albo wcale, a większość firm nie robi tego wcale z braku czasu.
Dla firm obsługujących mieszkańców zastosowania są bardziej przyziemne, ale równie realne: wstępna kwalifikacja zapytań, umawianie terminów, odpowiedzi na pytania o cennik poza godzinami pracy.
I rzecz, którą mówimy przed każdą wyceną: część zadań, które ludzie chcą oddać AI, jej nie potrzebuje. Przeniesienie zgłoszenia z formularza do kalendarza czy wysłanie potwierdzenia to zwykła automatyzacja — działa pewniej i kosztuje ułamek tego. Jeśli tak będzie u Was, powiemy to zamiast sprzedawać droższe rozwiązanie do prostszego problemu.