Zacznijmy od tego, co w Krakowie nie działa, bo to oszczędza pieniądze.
Nie działa budowanie zasięgu organicznego od zera bez wyraźnego pomysłu na treść. Rynek jest zbyt nasycony, a algorytmy zbyt wybredne. Konto firmowe publikujące „ładne posty o firmie” nie przebije się przez to, co dzieje się w mieście. Nie działa też kupowanie obserwujących — konto z pięcioma tysiącami przypadkowych kont sprzedaje mniej niż z trzystu osobami z Waszej dzielnicy.
Co działa: reklamy z bardzo wąskim targetowaniem. Facebook i Instagram pozwalają pokazać reklamę osobom w promieniu dwóch kilometrów od Waszej firmy, w konkretnym wieku i z konkretnymi zainteresowaniami. Dla usług lokalnych w dużym mieście to jest kanał o najlepszym stosunku kosztu do efektu, jaki istnieje — bo grupa jest mała, więc budżet nie musi być duży, a trafność bardzo wysoka.
Druga rzecz to mikro-społeczności. Dzielnicowe grupy, lokalne wydarzenia, sąsiedzkie inicjatywy. W Krakowie funkcjonują one bardzo mocno i dla firmy usługowej obecność w nich bywa warta więcej niż profil z tysiącem obserwujących. To nie jest kanał do reklamowania się wprost — to kanał do bycia rozpoznawalnym.
Trzecia to treść wizualna tam, gdzie produkt na to pozwala. Gastronomia, beauty, wnętrza, rękodzieło — w tych branżach Instagram bywa ważniejszy od strony i wtedy tak mówimy. W branżach, gdzie produkt nie jest wizualny, wciskanie Instagrama na siłę to strata czasu i pieniędzy.
Czego nie robimy: nie prowadzimy wszystkich platform naraz, nie obiecujemy wirala i nie sprzedajemy pakietu „dziesięć postów miesięcznie” firmie, której klienci są gdzie indziej. Zaczynamy od pytania, gdzie realnie są Wasi klienci — i czasem odpowiedź brzmi, że nie w social mediach.