Zacznijmy od pytania, które zadajemy przed każdą wyceną sklepu: czym Wasz sklep ma wygrywać. Jeśli odpowiedź brzmi „będziemy mieli lepszą stronę”, to za mało — i lepiej usłyszeć to teraz niż po wdrożeniu.
Realne przewagi w nasyconym rynku są zwykle trzy. Produkt, którego nie ma wszędzie: własna marka, rękodzieło, produkty na wymiar, wąska specjalizacja. Wiedza: sklep prowadzony przez kogoś, kto zna temat i potrafi doradzić, wygrywa z anonimowym marketplace’em w kategoriach wymagających wyboru. Obsługa: szybka wysyłka, sensowne zwroty, kontakt z człowiekiem — w kategoriach, gdzie klienci są rozczarowani standardem rynkowym.
Jest jeszcze czwarta, specyficznie krakowska: odbiór osobisty i dostawa tego samego dnia. Dla części kategorii to realna przewaga nad magazynem spoza miasta — klient dostaje towar dziś, a nie za trzy dni.
Jeśli chodzi o widoczność, w e-commerce SEO wygląda inaczej niż przy stronie usługowej. Nie walczy się o nazwę miasta, tylko o kategorie i konkretne produkty. Opisy kategorii, unikalne opisy produktów, poprawna struktura filtrów, dane strukturalne z ceną i dostępnością. To jest praca długa, ale w sklepach zwraca się najlepiej, bo ruch z wyszukiwarki nie znika po wyłączeniu budżetu reklamowego.
Technicznie: nie stawiamy sklepów na gotowych platformach — kod piszemy sami, na własnym systemie, i sklep stoi na naszym serwerze. Wariant „na start” wystarcza przy mniejszym katalogu i standardowej logice sprzedaży. Sklep dedykowany budujemy przy dużym katalogu, nietypowej logice cenowej, integracji z magazynem albo wtedy, gdy szybkość zaczyna być przewagą konkurencyjną — a w e-commerce bywa, bo każda sekunda ładowania kosztuje porzucone koszyki.
I zasada, którą powtarzamy każdemu: sam sklep nie generuje sprzedaży. W Krakowie, przy tej konkurencji, potrzebny jest budżet na przyprowadzenie ruchu — reklamy, SEO albo social media. Jeśli go nie ma, sklep poczeka, a pieniądze lepiej wydać inaczej. Powiemy to zamiast brać zlecenie.