Zacznijmy od geografii, bo tu ma ona bezpośrednie przełożenie na zapytania.
Powiat nowotarski to kilkanaście gmin rozrzuconych na dużym obszarze, często rozdzielonych kwadransem albo dwoma jazdy. Dla mieszkańca Rabki Zdrój firma z Nowego Targu nie jest „miejscowa" automatycznie — jest firmą z innego miasta i pierwsze pytanie brzmi, czy w ogóle tam dojeżdża. Dlatego na stronie firmy usługowej wypisujemy zasięg konkretnymi nazwami: Rabka-Zdrój, Czarny Dunajec, Szaflary, Krościenko, Łopuszna, Ochotnica. To nie jest ozdobnik — to odpowiedź na pytanie, które klient zadaje sobie w pierwszych sekundach.
Druga rzecz to sezonowość, w Nowym Targu podwójna. Zima ciągnie ruch turystyczny, lato ciągnie drugi, a między nimi są dwa dłuższe okresy zastoju. Firma, która żyje z turystyki, musi mieć stronę, na której samodzielnie zmienia ceny, terminy i dostępność. Firma, która żyje z mieszkańców, powinna wykorzystać martwe miesiące na to, na co w sezonie nie ma czasu — bo praca nad widocznością zrobiona w listopadzie działa w styczniu, a nie odwrotnie.
Trzeci wątek to branża, której nie ma w Bochni ani w Brzesku: wyroby regionalne i rzemiosło. Kożuchy, obuwie, wyroby z drewna, oscypki i przetwory sprzedają się dziś nie tylko z kramu, ale i wysyłkowo, w całej Polsce. Dla takiej firmy najsensowniejszym krokiem nie jest zwykła strona wizytówkowa, tylko sklep — nawet niewielki, z kilkunastoma produktami. Klient, który był tu na wakacjach, chce zamówić ponownie i najczęściej nie ma jak.
Czwarta rzecz to technika, banalna i wciąż lekceważona. W górach zasięg bywa słaby, a duża część zapytań idzie z telefonu. Ciężka strona ze zdjęciami wprost z aparatu po prostu się nie doczeka.
Mamy do Nowego Targu około półtorej godziny drogi. Pracujemy zdalnie i nie sugerujemy, że mamy tu biuro.