Zacznijmy od tego, jak wygląda decyzja po drugiej stronie.
W zakupach B2B stronę otwiera zwykle ktoś, kto ma zebrać trzy oferty i przedstawić je przełożonemu. Ta osoba szuka konkretów: co dokładnie produkujecie albo świadczycie, w jakich parametrach, jakie macie certyfikaty i uprawnienia, jaka jest zdolność produkcyjna, do kogo napisać. Jeśli tego nie ma, firma wypada z porównania — nie dlatego, że jest gorsza, tylko dlatego, że nie dało się jej ocenić. Dlatego dla firm przemysłowych najważniejszą częścią serwisu są karty produktów lub usług z realnymi parametrami i możliwość pobrania dokumentacji, a nie zdjęcie hali w tle nagłówka.
Druga rzecz: kontakt musi być imienny. W B2B pisze się do konkretnej osoby z działu handlowego, nie na adres w rodzaju biuro. Podanie osoby, stanowiska i bezpośredniego numeru realnie skraca drogę do zapytania.
Trzeci wątek to wersje językowe, w Oświęcimiu ważniejsze niż w większości małopolskich miast. Do miasta przyjeżdża bardzo wielu gości z zagranicy i firmy usługowe — noclegi, gastronomia, transport, przewodnicy — mają wśród klientów osoby, które nie przeczytają polskiej strony. Wersja angielska nie musi być kopią całego serwisu. Wystarczy strona kluczowa: co oferujecie, ceny, godziny, dojazd, kontakt. Tłumaczenie automatyczne w tle nie wystarcza, bo Google indeksuje wtedy tylko wersję polską i klient anglojęzyczny i tak Was nie znajdzie.
Czwarta rzecz to położenie. Oświęcim leży blisko granicy województw i ciąży również w stronę aglomeracji śląskiej. Jeśli obsługujecie ten kierunek, powinno to być na stronie napisane wprost — zaskakująco wiele firm ogranicza się do wymieniania miejscowości małopolskich, choć jeździ znacznie dalej.
Mamy do Oświęcimia około dwóch godzin drogi. Pracujemy zdalnie i nie udajemy obecności, której nie mamy.