Zacznijmy od rynku miejskiego, bo jest prostszy.
Tu wszystko rozstrzyga się w pierwszych sekundach na telefonie: co robicie, dokąd dojeżdżacie, jak zadzwonić. Konkretne nazwy miejscowości — Bukowno, Bolesław, Klucze, Wolbrom, Trzyciąż — działają lepiej niż słowo „okolice", bo klient szuka po nazwie swojej gminy i chce wiedzieć, czy w ogóle jest w Waszym zasięgu. Do tego zdjęcia realnych prac, godziny i mapa. Nic odkrywczego, a wciąż brakuje tego na większości stron w powiecie.
Rynek turystyczny wymaga innego myślenia. Gość, który planuje weekend, nie wpisuje nazwy miasta powiatowego. Wpisuje nazwę regionu, nazwę atrakcji albo nazwę szlaku — zamki, skały, konkretna trasa, wspinaczka. Jeśli Wasza strona mówi wyłącznie „nocleg w Olkuszu", jest niewidoczna dla tego człowieka, choćby stała wysoko na własnej nazwie miasta. Treść trzeba budować wokół powodu przyjazdu: co jest w pobliżu, ile zajmuje dojazd do konkretnych miejsc, co da się zrobić w jeden dzień. To nie jest ozdobnik — to jest dokładnie ta informacja, której gość szuka przed rezerwacją.
Trzeci wątek, wspólny dla obu rynków: obiekt turystyczny musi mieć ceny i dostępność, w formie, którą sami zmieniacie w kilka minut. Sezon na Jurze jest krótszy i bardziej weekendowy niż w górach, więc cennik zmienia się częściej, a nieaktualna cena psuje zaufanie skuteczniej niż jej brak.
Czwarty wątek to bliskość dwóch dużych rynków. Kraków i Śląsk są stąd blisko i obie strony realnie wysyłają tu klientów — również firmowych. Jeśli obsługujecie któryś z tych kierunków, powinno to być na stronie napisane wprost, nazwami miast, a nie zostawione w domyśle.
Mamy do Olkusza około półtorej godziny drogi. Pracujemy zdalnie i nie udajemy obecności, której nie mamy.