Kampania dla firmy z Tarnowa wymaga trzech ustaleń i każde dotyczy pieniędzy.
Pierwsze to zasięg. Tarnów obsługuje cały powiat, więc promień ustawiony tylko na miasto ucina realnych klientów z Wojnicza, Żabna czy Tuchowa. Z drugiej strony domyślne ustawienia Google potrafią rozlać kampanię na pół województwa i wtedy płacicie za kliknięcia osób, do których nigdy nie dojedziecie. Ustawiamy to pod faktyczny obszar obsługi, a nie pod granice administracyjne.
Drugie to rozróżnienie kampanii lokalnych i branżowych. Firma usługowa reklamuje się na frazy z nazwą miasta i wąskim promieniem. Producent sprzedający w całej Polsce nie reklamuje się geograficznie w ogóle — walczy o frazy branżowe, które bywają droższe i mają znacznie dłuższy cykl decyzyjny. Wrzucenie obu do jednej struktury oznacza, że budżet płynie tam, gdzie jest więcej kliknięć, a nie tam, gdzie są zapytania.
Trzecie to wykluczenia. W kampaniach lokalnych połowa roboty polega na tym, żeby nie pokazywać reklamy: osobom szukającym pracy, darmowych porad, części zamiast usługi. To nie jest czynność jednorazowa przy uruchomieniu, tylko praca cotygodniowa — i to ona decyduje, czy kampania jest rentowna.
Do tego dochodzi strona docelowa. Reklama prowadząca na stronę główną traci większość ruchu. Klient kliknął w konkretną usługę i musi ją zobaczyć od razu, z widełkami i formularzem w zasięgu wzroku. Przy usługach o wysokiej wartości zlecenia — budowlanka, medycyna, usługi dla firm — każdy procent konwersji ma bezpośrednie przełożenie na opłacalność.
I zasada podstawowa: mierzymy zapytania, nie kliknięcia. Bez skonfigurowanego śledzenia konwersji optymalizacja jest zgadywaniem, a raport pokazuje liczby, które nic nie znaczą.