Zacznijmy od tego, czego nie sprzedajemy: AI jako sposobu na zmniejszenie zatrudnienia. Agent nie zastąpi handlowca ani rozmowy z trudnym klientem. Zastąpi za to czynności, które handlowiec wykonuje zamiast sprzedawać.
W firmie produkcyjnej albo hurtowni najszybciej zwraca się obsługa zapytań ofertowych. Zapytanie przychodzi mailem, w dowolnym formacie, często jako załącznik. Ktoś je czyta, wyciąga parametry, przepisuje, sprawdza dostępność i dopiero potem liczy. Agent przejmuje wszystko przed ostatnim krokiem: odczytuje zapytanie, wyciąga dane, dopytuje o braki i podaje handlowcowi gotowy komplet. Przy kilkunastu zapytaniach tygodniowo to są odzyskane godziny.
Druga rzecz to powtarzalne pytania: terminy, dostępność, statusy zamówień, dokumenty. Agent nauczony Waszej oferty odpowiada natychmiast, także poza godzinami pracy. Granicę trzeba ustawić jasno — sprawy nietypowe idą do człowieka, bo agent zmyślający informację o terminie w B2B kosztuje więcej, niż oszczędza.
Trzecia to treści i dokumenty: opisy produktów do katalogu, korespondencja handlowa, powtarzalne pisma. Generowane w Waszym stylu i podawane do akceptacji, nie wysyłane w ciemno.
Dla firm usługowych i handlowych zastosowania są bardziej przyziemne: wstępna kwalifikacja zapytań, umawianie terminów, odpowiedzi na pytania o cennik wieczorem i w weekend, kiedy pada ich najwięcej i nikt nie odbiera.
I rzecz, którą mówimy przed każdą wyceną: część zadań, które ludzie chcą oddać AI, wcale jej nie potrzebuje. Przeniesienie danych z formularza do systemu czy wystawienie tego samego dokumentu to zwykła automatyzacja — działa pewniej i kosztuje ułamek tego. Jeśli tak będzie u Was, powiemy to zamiast sprzedawać droższe rozwiązanie do prostszego problemu.
Tam, gdzie to możliwe, uruchamiamy rozwiązania na Waszej infrastrukturze, żeby dane firmy zostawały u Was.