Zacznijmy od tego, czego nie sprzedajemy. Nie sprzedajemy AI jako rewolucji ani jako sposobu na zwolnienie kogoś. Agent AI nie zastąpi rozmowy z klientem, kiedy sprawa jest trudna — i nie powinien próbować. Jest za to bardzo dobry w rzeczach powtarzalnych, a w typowej firmie z Brzeska takich rzeczy jest więcej, niż się wydaje.
Najszybciej zwraca się wstępna obsługa zapytań. Każda firma ma zestaw pytań, które wracają codziennie: czy dowozicie, ile to kosztuje, jaki jest termin, czy pracujecie w soboty. Agent nauczony Waszej oferty odpowiada na nie natychmiast, także wieczorem i w weekend — czyli wtedy, gdy pada ich najwięcej i gdy nikt ich nie odbiera. Sprawy trudne przekazuje dalej, do człowieka. Granica musi być ustawiona jasno, bo agent, który zmyśla odpowiedzi, jest gorszy niż jego brak.
Druga rzecz to kwalifikacja zapytań. Zanim odezwiecie się do klienta, agent zbiera podstawy: czego dotyczy sprawa, jaki zakres, jaki termin, jaki budżet. Oszczędza to kilkanaście minut przy każdym zapytaniu i od razu pokazuje, które są poważne.
Trzecia — treści. Opisy produktów, posty, maile ofertowe. Generowane w Waszym stylu, do akceptacji, a nie do publikacji w ciemno. Poprawienie gotowego tekstu zajmuje minutę zamiast piętnastu.
I rzecz, którą mówimy każdemu przed wyceną: część zadań, które ludzie chcą oddać AI, nie potrzebuje AI. Przeniesienie danych z formularza do arkusza czy wystawienie tego samego dokumentu to zwykła automatyzacja — działa pewniej i kosztuje ułamek tego. Jeśli tak będzie w Waszym przypadku, powiemy to, zamiast sprzedawać droższe rozwiązanie do prostszego problemu.
Tam, gdzie to możliwe, uruchamiamy rozwiązania na Waszej infrastrukturze. Dane firmy zostają u Was, a nie w chmurze dostawcy, o którym nikt nic nie wie.