W Myślenicach pozycjonowanie ma jedną cechę, której nie ma w miastach oddalonych od dużego ośrodka: broni Was nie tylko przed sąsiadem, ale przed Krakowem.
Mechanizm jest prosty. Klient z Myślenic albo z okolicznej gminy szuka usługi. Jeśli lokalnie znajduje coś sensownego, dzwoni. Jeśli nie — wpisuje to samo bez nazwy miasta, trafia na firmę z Krakowa i jedzie tam, bo to niecała godzina. Każde zdobyte miejsce w wynikach lokalnych to zapytanie, które zostało w powiecie. Tego efektu nie widać w żadnym raporcie, bo dotyczy zdarzeń, które się nie wydarzyły — ale jest bardzo realny.
Jak pracujemy. Zaczynamy od wizytówki Google, bo jest darmowa i przy ruchu tranzytowym oraz przy usługach lokalnych działa najszybciej. Potem porządkujemy stronę: osobna podstrona na każdą usługę, poprawne nagłówki, szybkość, dane strukturalne. Potem treść pod konkretne frazy i widoczność w gminach — Sułkowice, Siepraw, Pcim, Tokarnia, Wiśniowa, Raciechowice. Każda z nich to kolejne zapytania, o które praktycznie nikt nie walczy.
Osobna sprawa to sezonowość, która w Myślenicach dotyczy też SEO, choć rzadziej się o tym mówi. Treść przygotowana pod sezon powinna powstać z wyprzedzeniem, bo Google potrzebuje czasu, żeby ją ocenić. Artykuł o wynajmie na wakacje opublikowany w czerwcu jest spóźniony o trzy miesiące — to jest planowanie, które w tym mieście robi różnicę.
Czego nie obiecujemy: pierwszego miejsca, bo Google nie sprzedaje wyników organicznych. Ani efektów w tydzień. Za to przy tak słabej konkurencji lokalnej efekt przychodzi tu szybciej niż w Bochni czy Tarnowie.