Gorlice to miasto, w którym równolegle działają dwa rynki niemające ze sobą prawie nic wspólnego — i to jest tu punkt wyjścia do każdej decyzji o widoczności w internecie.
Pierwszy rynek to przemysł i firmy techniczne, z tradycją sięgającą początków przemysłu naftowego. Ich klient jest krajowy albo zagraniczny i nigdy nie wpisze w wyszukiwarkę nazwy miasta. Szuka procesu, parametru, normy albo możliwości technologicznej. Dla takiej firmy lokalne SEO ma znikome znaczenie, a decyduje coś innego: czy strona przechodzi weryfikację działu zakupów — czy widać park maszynowy, dane firmy, osobę do kontaktu i czy jest wersja obcojęzyczna.
Drugi rynek to turystyka Beskidu Niskiego wraz z zapleczem uzdrowiskowym i agroturystycznym. Tu obowiązuje odwrotna logika, ale też inna niż podpowiada intuicja: gość szuka regionu, pasma, szlaku albo nazwy miejscowości uzdrowiskowej, a nie nazwy miasta powiatowego. Pozycjonowanie obiektu noclegowego na frazę z nazwą Gorlic daje ruch, który nie zamienia się w rezerwacje.
Obok tego funkcjonuje zwyczajny rynek powiatowy: usługi dla mieszkańców, motoryzacja, zdrowie, budownictwo, handel. I dopiero tutaj klasyczne lokalne SEO działa dokładnie tak, jak się je opisuje w poradnikach. Konkurencja jest umiarkowana — większa niż w małych miastach powiatowych, wyraźnie mniejsza niż w Krakowie czy Tarnowie.
Powiat gorlicki to także Biecz, Bobowa, Sękowa, Uście Gorlickie, Ropa, Łużna i Lipinki — nazwy, które ludzie realnie wpisują w wyszukiwarkę.
Mamy stąd około półtorej godziny. Pracujemy zdalnie.